2016-06-21

BIAŁA SYPIALNIA WERSJA NR 11

Dawno nie pokazywałam białej sypialni w kolejnej odsłonie. Projekt Starachowice i zbliżający Bloggers Photo Meetting pochłonął mnie i przestrzeń bloga, a w roboczych postach grzecznie na swoją kolej czekały zdjęcia sypialni -> wersja 11 :)  Dziś w końcu doczekały się swoich "5 minut" :)  

Tym razem wyjątkowo 2 stylizacje w jednym wpisie. Dlaczego ?  Bo kolorystycznie są bardzo do siebie podobne.  Obie wersje roboczo nazwałabym  "moimi". Choć jedna z nich była dopieszczana do zdjęć końcowych projektu DIY dla IKEA, to jednak bardzo długo taka właśnie była na co dzień. Kolejna to też moja codzienna sypialnia . Dopóki coś mi się nie znudzi i nie poprzestawiam.  Czym się różnią ?  Głównie kolorem. W jednej stylizacji jest odrobina czerwieni w drugiej jej kompletnie brak. Lubię obie wersję, choć latem króluje ta bez czerwieni.  


W tej wersji najmocniejszym akcentem jest granatowy zagłówek ( tkanina dresowa) a charakter sypialni tworzą dodatki ze starego drewna. Jest chyba najsubtelniejszą wersją wszystkich wersji sypialni jakie Wam do tej pory pokazałam. Nie zdziwię się więc, jeśli ta właśnie przypadnie Wam najbardziej do gustu :) 













Druga niebieska wersja jest bardziej marynistyczna. Czerwone dodatki nadają mocniejszy rys wnętrzu. Tak nie wiele zmian a jednak charakter wnętrza już inny. 















I mój asystent każdej domowej sesji. Tylko aparat powstrzymywał go od demolki wystylizowanego przez mamę łóżka ;) 



Chwilowo seria odsłon białej sypialni zostaje wstrzymana, z braku czasu ;)  Nie zniknie całkowicie bo mam na nią jeszcze wiele pomysłów, które chciałabym zrealizować.  Tymczasem już w piątek zmykam do Starachowic tam dać upust moim twórczym zapędom do zmian ;)  

ściskam 
Iza 



2016-06-15

PROJEKT STARACHOWICE- reaktywacja 30-letniego leżaka

Obiecałam, że z ostatniego wyjazdu do Starachowic przywiozę materiał na co najmniej 2 posty. Słowa dotrzymuję. Oba-ten, który już był i ten dzisiejszy- dotyczą miejsca, gdzie można posadzić swoje cztery litery. Tak, znów będzie o siedzeniu, ale nie o krzesłach. Nawet nie o fotelach. Tym razem będzie o tym  jak wygodnie rozsiąść się przed domem na czymś co ma przynajmniej 30 letnich sezonów za sobą. Czyli o leżaku i jego przywróceniu do życia.  Pamiętam ten leżak jeszcze z dzieciństwa. Był jeden i zawsze była walka o to, kto z niego będzie korzystał. Potem materiał się poprzecierał i wiele wiele lat stał nie używany. Możliwe, że to go właśnie ocaliło ;) 

Już w zeszłym roku miałam plan przywrócić go do stanu używalności, ale zwyczajnie zabrakło mi godzin w dobie, dni w miesiącu i miesiąców w roku. Chociaż  Beata przyszła mi z pomocą i zaczęła go obdzierać szlifierką z warstwy 30-letniego brudu, to zabrakło czasu na doprowadzenie spraw do końca. W tym roku już mu nie darowałam. Dokończyłam szlifowanie. W planach miałam zamalowanie go na biało lub zalakierowanie. Jednak tak spodobało mi się takie surowe drewno, że zostawiłam je w spokoju. Jeśli bardzo się ubrudzi zawsze można przeszlifować ponownie ;) 



Gdy jadę do Starachowic mam przygotowaną listę rzeczy, którą muszę/chcę na danym wyjeździe wykonać. Zawsze na tej liście jest kilka punktów, których nie udaje mi się skreślić. Wcale się tym nie przejmuję , bo listę  tworzę z optymistycznym nastawieniem -> zrobię wszystko ! Wiem jednak, że musiałby zdarzyć się cud, aby to się udało. Ja jednak uparcie wierzę w cuda i nic mnie do tego nie zraża ;) Jednym z punktów, którego notorycznie nie udało mi się skreślić było zmierzenie leżaka, abym mogła w domu przygotować materiał i przywieźć do zamocowania ( uroki metamorfoz na odległość). Ostatecznie poprosiłam mamę, żeby mi zmierzyła szerokość i długość wewnątrz leżaka. Był to mój pierwszy leżak, który ratowałam, więc nie wpadłam na to że ma dwie różne szerokości. Mama też nie ;) Całe szczęście różnica nie była ogromna i leżak doczekał się finiszu. 


Trochę zastanawiałam się nad tym jak zamocować materiał na leżaku. Szycie tunelu na drążki i rozkładanie konstrukcji na części, żeby zamocować tkaninę nie uśmiechało mi się. Zszywanie ręczne tkaniny na leżaku wydawało mi się ryzykowne. Nie dla mnie, ale dla późniejszych użytkowników ;) Ostatecznie użyłam najszybszej opcji i jak się okazuje bardzo skutecznej, czyli zszywacza tapicerskiego.  Na zdjęciu niżej widać w jaki sposób przymocowała tkaninę po obu stronach. Przy pierwszym drążku tkaninę owinęłam jeszcze raz wokół i przymocowałam po raz kolejny zszywkami. Przy drugim drążku, nie miałam możliwości wywijania materiałem dookoła więc podwinęłam go i przymocowałam raz, ale podwójnie wbijając zszywki. Jeśli zastanawiacie się nad długością tkaniny, to ja zrobiłam ją  o 15 cm dłużą niż przestrzeń między drążkami. W tym przypadku 115 cm . Ten zapas wystarczy, aby pewnie przymocować materiał do leżaka a siedzisko po rozłożeniu było wygodne. 



A tak już leżak prezentował się po odzyskaniu formy. Jak zwykle stylizację jak i zdjęcia musiałam zrobić błyskawicznie. Tym razem nie było to zaraz przed wyjazdem, ale przed burzą ;) Przynajmniej tak zapowiadały wtedy czarne chmury na horyzoncie, które ostatecznie tylko mnie postraszyły i poszły dalej. 












Leżak od razu został sprawdzony przez całą naszą rodzinę (przetrwał)  i czuję, że w te wakacje będzie miał wzięcie ;). Okaże się wtedy czy  kolejny okres letni będzie z nami, czy to już ostatnie jego podrygi. Ja coś czuję, że trzeba rozejrzeć się za towarzystwem dla niego i dokupić jeszcze parę sztuk :) 

Kolejne relacje z pola bitwy zwanym #projektstarachowice dopiero w lipcu . Mam nadzieję, że uda mi się zrealizować optymistyczną wersję mojej kolejnej listy na czas pobytu w Starachowicach. Trzymajcie kciuki :D 

ściskam 
Iza